wtorek, 9 listopada 2010

Peter Brotzmann wywozi z Barcelony komplet punktów, czyli nowy korespondent na Impropozycji

Wczoraj w Barcelonie wystąpiła drużyna kierowana przez Petera Brotzmanna. Zespół przyjechał w swoim najsilniejszym składzie z tego sezonu i rozegrał bardzo dobre spotkanie. Pierwsza połowa rozpoczęła się od huraganowych ataków całego ansamblu, które zamknęły widownie w iście hokejowym zamku. Po kilku minutach zespól przeszedł na atak pozycyjny z długimi wymianami miedzy rozgrywającym świetny mecz kapitanem, a dwójką skrzydłowych - Gustaffsonem i McPhee, perfekcyjnie wspieranych przez parę bocznych obrońców na kontrabasie i wiolonczeli. Technicznymi zwodami popisywał się też Bauer, grający wyjątkowo ofensywnie na puzonie.

W przerwie Brotzmann zdecydował się na lekką korektę taktyki, przez co w drugiej połowie zobaczyliśmy więcej akcji indywidualnych, w tym fantastyczne dwójkowe akcje między Bishopem i Lonberg-Holmem oraz Bishopem i Brotzmannem oraz długą trójkową wymianę "z klepki" miedzy Gustaffsonem, a parą obrońców Kesslerem i Nilssen-Love. Nieco mniej aktywny był środkowy obrońca Zerang, niemniej jednak wszystkie jego interwencje olśniewały bajeczną techniką i elegancją.

Ostatnie minuty regulaminowego czasu gry upłynęły na prawdziwym oblężeniu bramki gospodarzy, podczas którego prawie każdy zawodnik miał czas na celne solówki. Żegnana owacją na stojąco drużyna powróciła na kilkuminutową dogrywkę, którą wypełnił zespołowy, chwytający za serce koncert pełen niespiesznej elegancji i dokładnego rozgrywania nut. Był to doprawdy mistrzowski występ.

OCENY INDYWIDUALNE:

Bramkarz:

Per-Ake Holmlander (tuba): 3 - przyzwoity mecz bez większych błędów, ale też i nie miał zbyt wielu okazji do interwencji

Środkowi obrońcy:

Michael Zerang (perkusja): 5 - buddyjski spokój i pewność w asekurowaniu ataków, zagrał jak profesor
Paal Nilssen-Love (perkusja): 3,5 - dużo bardziej widoczny przy akcjach ofensywnych od Zeranga, ale też i mniej pewny, za dużo niepotrzebnych dryblingów

Boczni obrońcy:

Fred Lonberg-Holm (wiolonczela): 4,5 - elegancja w asekuracji rytmicznej, niezwykła pomysłowość z przodu, wiele udanych akcji rozpoczynało się z jego strony
Kent Kessler (kontrabas): 3,5 - solidny w tyle, ale rozwijający skrzydła jedynie przy oblężeniu pola karnego rywala

Pomoc:

Ken Vandermark (saksofon, klarnet): 3 - mało widoczny, skupiony na zabezpieczaniu akcji rozwijanych przez kolegów, najwyraźniej bez formy
Peter Brötzmann (saksofony, klarnet): 4,5 - lider i motor zespołu, kilka świetnych dryblingów na saksofonie i akcji dwójkowych, pomimo wieku - bardzo dobry występ

Skrzydłowi:

Joe McPhee (kornet): 4 - nieco na uboczu, ale za to kilka razy pięknie włączył się w akcje dwójkowe z zagraniami na miarę wytrawnego mistrza
Mats Gustafsson (saksofony): 4 - bardzo aktywny wzdłuż całej długości linii bocznej, niestrudzony w atakach i destrukcji, niestety niekiedy kosztem wyrafinowania (zbyt czytelna gra)

Atak:

Johannes Bauer (puzon): 2 - bardzo aktywny w pierwszej połowie, w drugiej opadł z sił i zaliczył wiele niepotrzebnych strat, kandydat na ławkę rezerwowych
Jeb Bishop (puzon): 5 - fenomenalny występ łączący precyzję, technikę i taktyczny zamysł, każde włączenie się do gry zapierało dech w piersiach - moim zdaniem MVP tego wieczoru.

Peter Brotzmann Chicago Tentet, 7.11.2010 Luz De Gas, Barcelona

Jakub Danilewicz

1 komentarz:

  1. Genialne :) A tak poważnie... hmm, genialne!

    OdpowiedzUsuń