Moja niechęć do tego, co współczesne, nie bierze się wyłącznie z tego, że coraz rzadziej jestem w stanie dosłuchać się emocji w jazzie. Równie rzadko dane mi jest zetknąć się z intencją. Z jednej strony odbieram ją jako nieczytelną w uproszczonych do granic możliwości kompozycjach, które są tylko pretekstem dla jałowych popisów solowych muzyków, z drugiej- stykam się z absolutną rezygnacją z niej w ogóle, mającą miejsce w muzyce stricte improwizowanej, która - jako zjawisko intuicyjne - stoi przecież z natury rzeczy w opozycji do intencji. Obie te formuły w mojej ocenie są zaprzeczeniem tego, co chcielibyśmy nazwać kreatywną muzyką, o ile jednak w pierwszym przypadku trudno znaleźć jakiekolwiek plusy, tak w drugim należy bronić freeimprovu jako wydarzenia o charakterze performatywnym i przede wszystkim bazującego na interakcji nie tylko wewnątrzzespołowej, lecz także na linii muzyk-słuchacz. Powodów do nagrywania i wydawania tej muzyki jednak nie znajduję. (pisałem o tym problemie w jednym z pierszych postów na tym blogu)
Jednym z bastionów kreatywnej muzyki jest Leo Records. Naturalnie, wytwórnia przede wszystkim słynie z wydawania legend świata improwizacji i niewiele jest chyba nazwisk tuzów tej sceny pominiętych przez Leo Feigina. Dla mnie jednak największą zaletą tego labelu jest dawanie szansy postaciom mniej znanym lub zupełnie
nieznanym, które operując niekiedy w zupełnie
zaskakujących, muzycznych rewirach: od zupełnie improwizowanych, po mocno komponowane, w nietuzinkowy sposób starają się właśnie je połączyć.
Oto dwa tytuły z ostatnich dwóch wypustów, którym należy się w mojej ocenie szczególna uwaga.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nordeson Kjell. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nordeson Kjell. Pokaż wszystkie posty
środa, 5 października 2011
poniedziałek, 28 marca 2011
Swedish Azz [Mats Gustafsson / Per-Ake Holmlander / Kjell Nordeson / Dieb13 / Erik Carlsson] "Azz Appeal", Not Two, 2011
Mats Gustafsson: alto, baritone, slide saxophones, live-electronic
Per-Ake Holmlander: tuba, cimbasso
Kjell Nordeson: vibes
Dieb13: grammophone, live-electronic
Erik Carlsson: drums
Wytwórnia: Not Two
Rok wydania: 2011
Swedish Azz to kwintet prowadzonych przez dwóch muzyków - saksofonistę Matsa Gustafssona oraz tubistę Per-Ake Holmlandera. Połączyła ich fascynacja jazzową muzyką powstającą w ich ojczyźnie w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych ubiegłego wieku. Wpływał wtedy na nią wyraźnie amerykański "west coast jazz", ale szwedzcy twórcy (m.in. Lars Werner, Lars Gullin, Gunnar Svensson, Jan Johansson, Per Henrik Wallin, Bo Nilsson, Bernt Egerbladh) niezwykle chętnie sięgali po tematy muzyki ludowej opierając na nich jazzowe improwizacje, wplatając fragmenty lub trawestując. Efektem była muzyka o niezwykłym, ulotnym, północnym pięknie, niemająca jednak - broń Boże - wiele wspólnego ze współczesną skandynawską mainstreamową sceną jazzową z E.S.T. i Tordem Gustavsenem na czele. Teraz, w wykonaniu kwintetu szalonych improwizatorów, powstałe przed pięćdziesięciu laty kompozycje zyskują zupełnie nowe - często pokręcone i zwariowane, elektroakustyczne - oblicze, ale obaj liderzy ocalają ich unikatowe piękno. Tematy - bez wyjątku - zachwycają melodyką frazy, chociaż Mats i Per-Ake za każdym razem starają się poddać je bardzo starannej i bezkompromisowej dekonstrukcji. Za tę stronę brzmienia zespołu odpowiedzialni są dwaj główni wichrzyciele składu - Mats Gustafsson (na saksofonach, ale i magicznym, elektronicznym generatorze - pudełku) oraz dieb13 (Dieter Kovacic) na gramofonach i rozmaitych elektronicznych urządzeniach. Na każdą z tych kompozycji mają jakiś pomysł: czasem wplotą w nią kawałek oryginalnego nagrania odtwarzany z czarnego krążka, czasem liryczny duetu saksofonu z wibrafonem zamieni się z wolna i niedostrzegalnie w zdehumanizowany noise niemal w stylu Masami Akity. Niezwykle staranne są tu aranżacje o wyszukanej formie, bardzo starannie uciekające od muzycznego banału. Możemy mieć nawet wrażenie (chyba po raz pierwszy w zespołach prowadzonych przez Gustafssona) - o zdecydowanym prymacie kompozycji nad improwizacją. Mnie osobiście ten mariaż bezkompromisowej współczesnej elektroakustycznej dekonstrukcji ze szwedzkim west cost autentycznie zachwyca i wprost nie mogę się od koncertowego, nagranego w Krakowie, Azz Appeal oderwać.
PS.
Polecam też wszystkim staranne przestudiowanie liner notes na odwrocie okładki. To, że jest ono po szwedzku nie ma tym razem najmniejszego znaczenia ;-)
Wawrzyniec Mąkinia
multikultiproject.blogspot.com
poniedziałek, 17 stycznia 2011
Angles "Epileptical West: Live in Coimbra", Clean Feed, 2010
Mattias Ståhl – vibraphone
Magnuss Broo – trumpet
Mats Äleklint – trombone
Martin Küchen – alto saxophone
Kjell Nordeson – drums
Johan Berthling – double bass
Wytwórnia: Clean Feed
Rok wydania: 2010
Angles. Łatwo pomylić się w pisowni tej nazwy. Tym bardziej, że słuchając tak wyśmienitej muzyki pokusa przemianowania ich na anioły jest trudna do odparcia. Zawarte na „Epileptical West” dźwięki są jednak nie tyle niebiańskie, co mocno zakorzenione w często bolesnej rzeczywistości. We wkładce do albumu, Martin Küchen przywołuje świadectwa z terenów ogarniętych wojną, przypominające o ogromie ludzkiego cierpienia na świecie. Sama muzyka również posiada siłę i intensywność płynące tylko z autentycznego zaangażowania w bieżące wydarzenia. Saksofon lidera na przemian ciska gniewnie gromy lub refleksyjnie pogrąża się w zadumie; słuchając jego gry w duchu myślę sobie: on naprawdę się przejmuje…
Küchen należy przy tym do najbardziej aktywnych muzyków obecnych czasów, co roku wydając po kilka płyt, zarówno w tradycji jazzowej (Exploding Customer, Trespass Trio), jak i w ramach nurtu free-improv (solo oraz w rozmaitych kolaboracjach). Nie wszystkie soniczne eksploracje w jego wykonaniu jestem w stanie przyswoić, ale dokonania jazzowe bez wyjątku uwielbiam. W szczególności właśnie Angles, które – z trzema dęciakami na przedzie oraz sekcją rytmiczną wzbogaconą o wibrafon – osiąga niesamowity poziom energii i mocy. Drugi album formacji, nagrany podczas trzech koncertów w ramach festiwalu Jazz ao Centro w Portugalii, doskonale to ilustruje. Całości brak może trochę zwartości i skupienia znanych z pierwszego krążka, ale spontaniczny charakter występów pozwala zaprezentować się grupie w bardziej zróżnicowanym repertuarze niż na studyjnym debiucie. Zaczynają od długiego i niezwykle transowego kawałka zatytułowanego „Present Absentees/Pygmi”, by następnie przejść do przejmującego „Today is better than tomorrow”. To jeden z najmocniejszych numerów na płycie. Muzycy przechwytują od siebie grane frazy i przedłużają je, potęgując napięcie i emocjonalną intensywność utworu niemal do granic wytrzymałości! Po tym smutnym, ale nader pięknym momencie muzyka nabiera większej lekkości, momentami stając się wręcz zabawowa: w „Epileptical West” niespodziewanie przeskakuje pomiędzy gwałtownym atakiem dźwięków a wyluzowanym groove, natomiast w „En Svensk Brownie” prosty temat staje się punktem wyjścia do budowanych wokół niego wariancji. Dynamiczny utwór tytułowy z poprzedniej płyty, w rozbudowanej wersji koncertowej robi potężne wrażenie, całość kończy zaś epicki „Let’s tear the threads of trust”, stanowiący godne zwieńczenie tego wyśmienitego albumu.
W ubiegłym roku wyszło sporo bardzo dobrych płyt, ale „Epileptical West” jest dla mnie poza wszelką konkurencją. Nad całością unosi się rebeliancki duch lat 60., kolejne utwory zarażają swą energią, pasją, politycznym gniewem, ale również melodyką, liryzmem, wrażliwością. Küchen posiada zdolność pisania świetnych i wpadających w ucho tematów, natomiast doborowy skład muzyków jest gwarancją wysokiego poziomu interakcji i improwizacji. Muzyka zaangażowana i angażująca – to właśnie w jazzie cenię najbardziej.
Artur Szarecki
czwartek, 16 grudnia 2010
Angles "Every Woman is a Tree", Clean Feed, 2008
Johan Berthling (b),
Kjell Nordeson (d),
Magnus Broo (t),
Martin Küchen (as),
Mats Äleklint (tb),
Mattias Ståhl (vib),
Wytwórnia: Clean Feed
Rok wydania: 2008
Absolutnie rewelacyjna płyta utwierdzająca mnie jedynie w przekonaniu, że wszelkie plebiscyty na płytę roku są bez sensu. Gdybym ją znał w roku 2008, to ani chybi byłaby ona jednym z moich absolutnie pewnych typów do płyty roku. Nie znałem. Znam dzisiaj. Jest rok 2010, w dodatku kończący się. Czy coś to dla tej płyty zmienia? Nic. Jedynie można, mając tę dwuletnią perspektywę, stwierdzić, że ani na jotę, muzyka tu zawarta nie zestarzała się.
Sprawcami całego "zamieszania" jest szóstka skandynawów, spośród których polskiej publiczności, najbardziej znanym może być Magnus Broo, albowiem w naszym kraju bywał. Czy pozostali - tego już nie pomnę. Szóstka owa ukryła się pod Aniołami z iście anielską - jak na moje uszy - muzyką. Być może to nie jest istotne, bo etykietek nie lubimy (ponoć, ponoć w dobrym tonie tak twierdzić ;)), niemniej jednak w pewien sposób ułatwiają one życie, a w zasadzie komunikację, być może zatem nie jest to istotne, ale zaprezentowaną tu muzykę, prawdopodobnie wielu ze słuchaczy odbierać będzie jako free jazz.
Niech i tak będzie. Grunt, że w muzyce tej, pomimo wielu elementów ją strukturyzujących jest otwartość i swoboda. Free? Jeśli tak, to to, które za swego ojca chrzestnego ma Ornette Colemana, a nie Evana Parkera. Są tu zatem i melodie (choć trudno by mi było pewnie je zanucić), skądinąd bardzo piękne, co tym bardziej do tradycji twórcy Lenely Woman muzykę tę zbliża. Są też wspaniałe sola, głównie dęciaków: Magnusa Broo, Martina Küchena oraz Matsa Äleklinta. Trrąbka, saksofon i puzon. Zestaw zupełnie wystarczający jak na moje uszy i bodaj jeden z najlepszych we współbrzmieniu. Jednakże, choć owych dęciaków mnóstwo, charakter brzmieniu tego zespołu nadaje wibrafonista - Mattias Ståhl. To dzięki niemu muzyka stała się ulotna, niemal zwiewna, pomimo absolutnej mocy kreowanej przez pozostały kwintet (dla porządku, skład uzupełnia sekcja Johan Berthling - kontabas i Kjell Nordeson - perkusja; sekcja mocna, o kolorycie nieco zbliżonym np. do tego jaki reprezentowany jest w zespołach Vandermarka).
Dużo by można mówić, uwierzcie mi jedynie, że dla tych skrzących się wielu barwami dźwięków warto jest pokłonić się nad nazwiskami niekoniecznie (przynajmniej u nas) z pierwszych stron gazet.
Paweł Baranowski
http://pavbaranov.blogspot.com/
Subskrybuj:
Posty (Atom)

