Druga edycja wrocławskiego Art Of Improvisation przyniosła nie lada wyzwanie. Nazwisko zaproszonej gwiazdy - Axela Dörnera wywołuje natychmiastowe skojarzenie z hasłem „redukcjonizm”, które brzmi groźnie zapewne nie tylko dla mnie. I chociaż tylko szczątkowo znam twórczość tego trębacza, a zawsze brakowało mi werwy, by poszukać teoretycznej podpory dla jego muzyki, wiedziałem, czego się spodziewać – sonorystyki na najwyższym poziomie; była to wystarczająca motywacja do pójścia na jego solowy koncert.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Grip Joel. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Grip Joel. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 29 listopada 2011
sobota, 22 stycznia 2011
Hop Frog w OPT, 14.01.2011
HOP FROG, Ośrodek Postaw Twórczych, 14.01.2011
Pierre Borel - alto saxophone
Joel Grip - double bass
Hannes Lingens - drums
Doprawdy, w naszym miasteczku, nazbyt szumnie przez niektórych nazywanym metropolią, w dziedzinie muzyki improwizowanej dzieje się niewiele. Tym bardziej dziwi fakt, iż na piątkowy koncert w Ośrodku Postaw Twórczych przybyło ledwie kilkanaście osób. Mój bilecik, opatrzony ręcznie wypisanym „agenturalnym” numerkiem 007, był jednym z ostatnich, jakie tego wieczoru sprzedano. Cóż, zapewne mecz naszych szczypiornistów etc., etc… Tym bardziej chwała Dawidowi, że z uporem maniaka wciąż organizuje tego rodzaju przedsięwzięcia! Na szczęście są tacy, którzy potrafią to docenić.
Hop Frog to formacja składająca się z trzech nikomu niemalże nieznanych muzyków: Pierre Borel na alcie (wyraźnie słyszalny francuski zaśpiew ), Joel Grip na kontrabasie ( szkółka Kowald-Guy-Thomas ) oraz Hannes Lingens na perkusji. Francuz, Szwed i Niemiec czyli Europa. Takie też (europejskie) w swoim charakterze było granie owego tria. Pierwszy secik zagrany w prawdzie dość asekuracyjnie, bez porywu aczkolwiek w sposób interesujący, szczególnie w tych partiach, w których muzyka odchodziła od tak zwanego free zmierzając w kierunku delikatnych, sonorystycznych poszukiwań a muzycy słyszeli się – takie odniosłem wrażenie – lepiej. Po dobrze przyjętym przez publikę pierwszym secie chłopaki chyba troszeczkę rozluźnili się, bo w drugim muzyka nabrała animuszu, co z kolei zaowocowało mocniejszym uderzeniem, większą dynamiką i jednocześnie gra stała się swobodniejsza. Perkusista rozgrzał się, saksofonista nabrał odwagi a basista pokazał parę sztuczek niekonwencjonalnej gry za pomocą dwóch smyków – pierwszy „na nożycorękiego” czyli dwa smyki w jednej dłoni oraz drugi: po jednym smyku w każdej. Odniosłem wrażenie, że Grip to najbardziej kreatywny członek grupy; może po prostu najlepiej poradził sobie z tremą, której uporczywa obecność była dość mocno odczuwalna, szczególnie na początku koncertu. Nie ma w tym oczywiście nic złego, pamiętajmy, że to bardzo młodzi jeszcze muzycy, że to początek ich muzycznej drogi, którą – miejmy nadzieję – z czasem rozwiną w całkiem solidną autostradę…
Andrzej Podgórski
Pierre Borel - alto saxophone
Joel Grip - double bass
Hannes Lingens - drums
Doprawdy, w naszym miasteczku, nazbyt szumnie przez niektórych nazywanym metropolią, w dziedzinie muzyki improwizowanej dzieje się niewiele. Tym bardziej dziwi fakt, iż na piątkowy koncert w Ośrodku Postaw Twórczych przybyło ledwie kilkanaście osób. Mój bilecik, opatrzony ręcznie wypisanym „agenturalnym” numerkiem 007, był jednym z ostatnich, jakie tego wieczoru sprzedano. Cóż, zapewne mecz naszych szczypiornistów etc., etc… Tym bardziej chwała Dawidowi, że z uporem maniaka wciąż organizuje tego rodzaju przedsięwzięcia! Na szczęście są tacy, którzy potrafią to docenić.
Hop Frog to formacja składająca się z trzech nikomu niemalże nieznanych muzyków: Pierre Borel na alcie (wyraźnie słyszalny francuski zaśpiew ), Joel Grip na kontrabasie ( szkółka Kowald-Guy-Thomas ) oraz Hannes Lingens na perkusji. Francuz, Szwed i Niemiec czyli Europa. Takie też (europejskie) w swoim charakterze było granie owego tria. Pierwszy secik zagrany w prawdzie dość asekuracyjnie, bez porywu aczkolwiek w sposób interesujący, szczególnie w tych partiach, w których muzyka odchodziła od tak zwanego free zmierzając w kierunku delikatnych, sonorystycznych poszukiwań a muzycy słyszeli się – takie odniosłem wrażenie – lepiej. Po dobrze przyjętym przez publikę pierwszym secie chłopaki chyba troszeczkę rozluźnili się, bo w drugim muzyka nabrała animuszu, co z kolei zaowocowało mocniejszym uderzeniem, większą dynamiką i jednocześnie gra stała się swobodniejsza. Perkusista rozgrzał się, saksofonista nabrał odwagi a basista pokazał parę sztuczek niekonwencjonalnej gry za pomocą dwóch smyków – pierwszy „na nożycorękiego” czyli dwa smyki w jednej dłoni oraz drugi: po jednym smyku w każdej. Odniosłem wrażenie, że Grip to najbardziej kreatywny członek grupy; może po prostu najlepiej poradził sobie z tremą, której uporczywa obecność była dość mocno odczuwalna, szczególnie na początku koncertu. Nie ma w tym oczywiście nic złego, pamiętajmy, że to bardzo młodzi jeszcze muzycy, że to początek ich muzycznej drogi, którą – miejmy nadzieję – z czasem rozwiną w całkiem solidną autostradę…
Andrzej Podgórski
Subskrybuj:
Posty (Atom)