Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Moran Matt. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Moran Matt. Pokaż wszystkie posty
piątek, 25 marca 2011
Daniel Levin Quartet [Daniel Levin / Nate Wooley / Matt Moran / Peter Bitenc] "Organic Modernism", Clean Feed, 2011
Daniel Levin: cello
Nate Wooley: trumpet
Matt Moran: vibraphone
Peter Bitenc: bass
Wytwórnia: Clean Feed
Rok wydania: 2011
Daniel Levin wraz ze swoim kwartetem nie zwalnia tempa - jeszcze dobrze nie ochłonęliśmy po koncertowym albumie, który ukazał się w drugiej połowie ubiegłego roku nakładem Clean Feed-u, a już portugalska oficyna zaskakuje kolejnym nagraniem Zespołu. Po nagraniu "live" przyszedł czas na zmiany - najnowsza płyta "Organic Modernism" ma zupełnie odmienny charakter. Levin w liner notes dołączonym do płyty przywołuje słowa Strawińskiego o tym, że muzyka "powinna być niczym więcej jak tylko samymi dźwiękami". I rzeczywiście muzyka kwartetu ma tym razem aspiracje bycia afirmacją dźwięku. Levin wciąż jest tu kompozytorem - tym razem jednak tylko kilku utworów i są tylko szkice. Ponad połowa materiału to kwartetowe improwizacje. Odeszły gdzieś swingujące frazy kwartetu oparte na współbrzmieniu partii wiolonczeli i wibrafonu. Zamiast tego mamy powolne budowanie współbrzmienia, które w efekcie często i tak prowadzi do porozumienia i, zgodnie z założenia ICP, kompozycji. Muzyka jest zupełnie abstrakcyjna, w poszczególnych utworach nie oparta na jednolitym metrum oraz nie ma ciągłości w formule kwartetu. Ciągle się zmienia wraz z aktywnością poszczególnych improwizatorów w ramach zespołu. Wyodrębniają się więc różne składy - duety i tria, które swobodnie rozwijają narrację prowadzoną wcześniej przez zupełnie odmienny skład. Płyta jest ciągłym zaskoczeniem, ale potrafią jej formułę docenić ci, którzy włożą w obcowanie z tą muzyką niemały wysiłek - potrafią się skupić na blisko sześćdziesiąt minut. Ja polecam gorąco.
Marcin Jachnik
multikultiproject.blogspot.com
wtorek, 31 sierpnia 2010
Daniel Levin Quartet "Blurry" - czyli cudowne wyciszenie

Daniel Levin: cello;
Nate Wooley: trumpet;
Matt Moran: vibraphone;
Joe Morris: double bass.
wytwórnia: Hatology
rok wydania: 2007
Każdy ma wiele sprawdzonych sposobów na odprężenie lub zresetowanie umysłu. Ja czasem wracam do opartego na żelaznym sentymencie pewniaka sprzed lat (King Crimson "Island"!) lub wyciskacza łez (Portishead forever!), innym razem paradoksalnie katuję się japońskim noisem (Keiji Haino) lub chorym free jazzem (Parker/Guy/Lytton). Za każdym razem chodzi mi jednak o oddanie się w ramiona emocji, które na tyle silnie mną zawładną, żeby zmęczony umysł mógł odpocząć od natłoku myśli.
Tego, z lekka, ucieczkowego zadania, nigdy wcześniej nie udało mi się zrealizować z płytą dla mnie nową, zawsze wykorzystywałem coś ze stałego repertuaru wyciszaczy czy knockouterów. Z "Blurry" się udało.
Już po pierwszych dźwiękach poczułem, że jej ulegam, że układa mnie do pozycji horyzontalnej i z pomocą sprawdzonej repetytywności kontrabasu wprowadza w stan lekko hipnotyczny. Błyskawicznie okazało, się że jest to dopiero początek przygody, bo kiedy tylko poczułem więź z muzyką, zaatakowała mnie cała feeria środków stosowanych przez pozostałych instrumentalistów. Było psychodelicznie, ilustracyjnie, surrealistycznie i abstrakcyjnie, a każdy z muzyków miał ogromny wkład w bogactwo wymienionych stanów. Słowa uznania należą się Wooleyowi, który dysponując niebywałą sonorystyczną zręcznością, odpowiadał za niespotykany klimat tej płyty. Bardzo zdziwił mnie wibrafon, za którym raczej nie przepadam, a tu sprawdził się wyjątkowo dobrze, dodając muzyce bajecznej aury. No i oczywiście wielkie brawa dla lidera Daniela Levina, który nie dość, że to wszystko gdzieś w wyobraźni zestawił, to jeszcze wspaniale wzbogacił pięknymi partiami wiolonczeli.
Najważniejsze jednak, że po raz pierwszy nie musiałem być targany emocjami, aby umysł odpoczął. "Blurry" po prostu przełączyła mnie w inny tryb, uruchamiając ważną funkcję, która przy okazji zadziałała kojąco: wyobraźnię.
Marcin Kiciński
Subskrybuj:
Posty (Atom)
