Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lebik Gerard. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lebik Gerard. Pokaż wszystkie posty

sobota, 11 czerwca 2011

Art Of Improvisation Meeting, Wrocław 3.06.2011 - relacja.


Przyjemną niespodziankę zafundowało nam Centrum Kultury "Agora". Tegoroczne Art Of Improvisation, zapowiedziane jako pierwsza edycja długofalowego projektu promocji muzyki improwizowanej we Wrocławiu, jest wspaniałą inicjatywą odpowiadającą na potrzeby niszowego odbiorcy w tym mieście. Oby  dobrze się jej wiodło.
Zaoferowany repertuar spełnił kilka funkcji. Koncert kwartetu Frydryk/Lebik/Faustino/Ferrandini to zestawienie młodych  improwizatorów z Polski i Portugalii. Występ Kazuhisy Uchihachi i Slug Duo wkomponowany był w trwające w tym czasie warsztaty prowadzone przez japońskiego gitarzystę, a gwiazdorskie Schlippenbach Trio zademonstrowało improwizacyjną potęgę legend gatunku.

czwartek, 27 stycznia 2011

Foton Quartet "Zomo Hall", Not Two, 2010


Gerard Lebik - ts, contra alto clarinet
Artur Majewski - tp
Jakub Cywiński - b
Wojciech Romanowski - dr

Wydawnictwo: Not Two
Rok wydania: 2010





Już dawno żadna płyta nie sprawiła mi tylu problemów. Słucham jej namiętnie, wracam regularnie, zachwycam się notorycznie, ale zupełnie nie wiem, co napisać. Recenzencka niemoc jest dla mnie samego konsternująca, ale dla płyty stanowi nie lada pochwałę, bo przecież jeśli nie wiem, co z czego, to może znaczyć, że mamy z czymś nowym do czynienia. I choć to trudne do przełknięcia, bo przecież z naszego to podwórka, mimo nieładu w mojej głowie, chyba zaryzykuję i pokłonię się przed Foton Quartet.
Bo grają tak, jak się powinno opowiadać. Snują historie, pełne dygresji i ozdobników. Wyobraźnia podsuwa kolejne anegdoty, ale warsztat językowy pilnuje równowagi, co by z tego elaboratu zamiast bełkotu i nudy wyszła wzorowa wypowiedź. Więc pojawia się temat za tematem, jest akcja i jej zwroty - te gwałtowne i subtelne, i mnóstwo się dzieje wokół tych tematów, zwłaszcza że mówców jest czterech, a czas jeden. Ale nikt się specjalnie czasem nie przejmuje, wręcz drwi z niego. Opowieść zaprzecza czasowi i przeciąga chwile, lub zwalniając hamulec, uruchamia lawinę zdarzeń...
I gdy już tak siedzę i słucham po raz kolejny tego wielogłosu, to znowu stwierdzam, że mimo iż już coś rozpoznaję, to ciągle nie czuję, że jestem bliski poznania. Piszę "znowu", choć bywało różnie, czyli właściwie też zupełnie odwrotnie: kolejny raz słuchałem, a zupełnie inne wątki mnie pochłaniały i od tematu odwodziły, przez co tym bardziej obco się czułem, ale przy tym bardziej zaciekawiony. Pytanie, co wygra: poznanie i pewność czy obcość i zaciekawienie. Jeśli Foton Quartet jest tak dobry, jak mi się wydaję, to w tej walce nie będzie rozstrzygnięcia.

Marcin Kiciński