Pokazywanie postów oznaczonych etykietą MORE IS MORE. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą MORE IS MORE. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 26 maja 2011

Peter Evans Quintet (Jim Black / Tom Blancarte / Carlos Homs / Sam Pluta) "Ghosts", More Is More Records, 2011


Peter Evans: trumpets
Carlos Homs: piano
Tom Blancarte: bass
Jim Black: drums
Sam Pluta: live processing

Wytwórnia: More Is More
Rok wydania: 2011



Peter Evans nie jest już tylko wschodzącą gwiazdą muzyki improwizowanej i jednym z największych talentów, na który trzeba chuchać i dmuchać, by nie przepadł w towarzystwie starszych kolegów po fachu. Niezależnie, z jakim projektem z jego udziałem mamy do czynienia, to i tak zawsze jesteśmy zaskakiwani bardzo wysokim poziomem kompozycji, co też przeważnie jest efektem daleko idącej pomysłowości i bujnej fantazji ich autora. Ten ciągle przecież młody trębacz za każdym razem tworzy coś nowego, niezależnie od tego, z jakim składem występuje, w jakich konfiguracjach oraz jaką materię muzyczną obiera sobie za punkt wyjścia do wielopoziomowych improwizacji. To współczesny człowiek renesansu, który swoją grą i wyczuciem łączy pozornie odległe światy: jest klasycznie wykształconym instrumentalistą o bajecznej technice, artystą z nieograniczoną wyobraźnią twórczą oraz osobą, która nie zamyka się w jednym muzycznym ekosystemie. Akustyczny noise jazz, nowoczesny hołd dla hard bopu z lat 60. oraz solowe eksperymenty to tylko niektóre z jego zrealizowanych świadomych wyborów.
Kwintet Petera Evansa nie powiela żadnego z powyższych schematów. Ponownie czeka nas więc coś niespodziewanego. Z jednej strony mamy tu do czynienia z akustycznym graniem – oprócz trąbki słuchamy perkusisty Jima Blacka, basisty Toma Blancarte’a oraz pianisty Carlosa Homsa – i to samo w sobie nie zapowiada większych sensacji. Poza wymienionym trzonem typowo jazzowym, mamy jednak jeszcze Sama Plutę, który w trakcie tych improwizacji odpowiadał za wszelkie manipulacje z dźwiękiem, nakładanie efektów czy zapętlanie wybranych partii instrumentalnych. Wszystko dzieje się „tu i teraz”, i nie jest efektem studyjnej postprodukcji. Mamy zatem improwizujący zespół, dowodzony przez Petera Evansa oraz człowieka, który w wielu momentach sprawia, że możemy mieć wrażenie, jakbyśmy obcowali nie z kwintetem, a np. sekstetem. Jak to możliwe?
Sam Pluta często doprowadza do konfrontacji tego, co „tu i teraz” z tym, co już zdarzyło się wcześniej. Stąd też słyszymy nakładające się partie tej samej trąbki, tego samego basu czy tej samej perkusji. Ten dialog teraźniejszości z przeszłością w obrębach aktualnie wydarzającej się improwizacji ma także drugie znaczenie. Muzycznie ściera się tutaj tradycja jazzowa w duchu klasycznych propozycji Blue Note z lat 60. ze współczesną muzyką elektroniczną. Znakomitym przykładem dominacji eksperymentu jest „The Big Crunch”, które przypomina dźwiękowe zniekształcenia hołubione przez Markusa Poppa czy Carstena Nicolaia w duchu stylistyki glitch. Często bywa jednak też tak, że to rasowy jazz bierze górę nad tym, co wychodzi spod palców Sama Pluty.
Gdyby spróbować określić postawę muzyków odpowiedzialnych za „Ghosts” w zwięzły sposób powiedziałbym, że reprezentują nurt konserwatyzmu ewolucyjnego. Z jednej strony nie porzucają tradycji, przypominają o niej i chcą, żeby dalej żyła w ludzkiej świadomości, ale są też zwolennikami efektywnych zmian, które pozwalają iść dalej do przodu. W wydaniu zespołu Petera Evansa jest to postawa, która przynosi piorunujący efekt i sprawia, że wiele rewolucyjnych projektów w duchu muzyki improwizowanej wydaje się przy tym po prostu miałkich.

Piotr Wojdat
(Screenagers.pl)

czwartek, 31 marca 2011

Peter Evans Quintet "Ghosts", More Is More Records, 2011


Peter Evans: trumpets
Carlos Homs: piano
Tom Blancarte: bass
Jim Black: drums
Sam Pluta: live processing

Wytwórnia: More Is More
Rok wydania: 2011



Peter Evans to w moim odczuciu jeden z najwybitniejszych muzyków młodego pokolenia jazzowych improwizatorów. Klasycznie wykształcony muzyk, który w wieku lat dwudziestukilku wypracował własne, unikatowe brzmienie na kilku instrumentach (trąbka, trąbka kieszonkowa, cornet), ma muzyczną wyobraźnię jak rzadko który z jazzowych improwizatorów i niedoścignioną technikę gry, którą można uznać za wzorcową; prowadzi własne składy - kwartet, kwintet; koncertuje i nagrywa eksperymentując z zupełnie nowymi formami muzycznymi. Któż jeszcze przed trzydziestką osiągnął tak wiele? Cóż, znam tylko jednego muzyka - jest nim Wacław Zimpel. To są przypadki podobne i zupełnie wyjątkowe zarazem.
Ta refleksja nasunęła mi się, gdy zapoznawałem się z najnowszym nagraniem Petera Evansa dla wytwórni MoreIsMore jego nowego zespołu. Nie piszę kwintetu - właściwsze wydaje mi się określenie kwartet + jeden. Kwartet jest dosyć tradycyjny - trąbka-fortepian-kontrabas-perkusja. Grają witalną muzykę mocno osadzoną w jazzowej tradycji lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych ubiegłego wieku. Mocno, energetycznie, wzbogacając z pełną świadomością bebop o free jazz i czerpiąc z tradycji europejskiej, klasycznej awangardy. To wszystko jednak już było. Może nie tak mocno, zwarcie, konsekwentnie i z taką lekkością jak tutaj, ale to znamy. Kluczowy jest element dodatkowy. Sam Pluta zajmuje się elektroniką, ale to jeszcze nie decyduje o brzmieniu zespołu. Miksuje on jednak ich muzykę na żywo - przetwarza i moduluje brzmienie, zapętla frazy innych muzyków i powtarza je dodając do aktualnie wykonywanej muzyki to, co grali przed chwilką. Czasem słyszymy więc dwóch Peterów Evansów, czasem dwóch, niezwykle gęsto grających Jimów Blacków. Muzyka zyskuje nowy wymiar i fakturę, na jedną improwizację nakłada się inna, co całkowicie zmienia brzmienie zespołu i formę utworów. Nie wiem czy najwłaściwszym określeniem nie byłby tutaj "free-bebop wielokrotnie improwizowany". Przy tym nie jest to tylko postmodernizm, puszczenie oka, gra konwencją (czego naprawdę nie znoszę). Ta muzyka jest przez jej twórców autentycznie przeżyta i stworzona na serio, chociaż do nikogo z tu grających tak naprawdę nie należy. Jestem pod wielkim wrażeniem tego nagrania, łączącego znane elementy (postbebop + free + miks na żywo + współczesna elektronika) w jedną, spójną, zwartą całość.
Pamiętam felieton Jacka Podsiadły w Tygodniku Powszechnym sprzed kilku lat o Czesławie Miłoszu. Pisał o nestorze polskich poetów jako o człowieku obdarzonym cudownym zezem - obejmującym jednym spojrzeniem (czyli dogłębnie analizującym sądem) korzenie europejskiej, chrześcijańskiej kultury, lewicowe ruchy lat sześćdziesiątym i literackie życie Wilna lat trzydziestych ubiegłego wieku. Olbrzymie połacie wiedzy, doświadczenia, literatury, historii, kultury. Mimo młodego wieku takim muzykiem zdaje się być Peter Evans - w ciągu roku gra Koncerty Brandenburskie Jana Sebastiana Bacha na kieszonkowej trąbce, prowadzi własne zespoły odwołujące się do jazzowej tradycji, gra akustyczny noise z EFG trio czy też free improv solo. Jacek Podsiadło kończył swój felieton słowami: "ładnie Panu z tym zezem, Panie Czesławie". Peterowi Evansowi też ładnie, ach, jak bardzo.

Wawrzyniec Mąkinia
multikultiproject.blogspot.com

piątek, 18 marca 2011