sobota, 22 stycznia 2011

Polska młodzież śpiewa polskie piosenki – Chłopcy Kontra Basia duo, Eszeweria 20.01.2011

Chłopcy Kontra Basia Duo, Kraków, Eszeweria 20.01.2011

Barbara Derlak – śpiew, klarnet
Marcin Nenko – kontrabas


W maleńkiej salce Eszewerii maleńki zespół – duet kontrabas i śpiew (okazjonalnie też klarnet), połączenie całkiem obiecujące i niecodzienne (skład pozostaje niecodziennym nawet kiedy jest pełny, obecnie brak perkusji). To Chłopcy Kontra Basia w wersji duo.

No i w tej kameralnej, chciałoby się rzec sielskiej atmosferze, rozbrzmiewają sobie piosenki. Jazzowy groove (prosty i skuteczny), folkowe melodie (modniej można by powiedzieć – etniczne), literackie wariacje na tematy ludowe (raz refleksyjnie, raz frywolnie, częściej frywolnie) no i jeszcze piosenka mocno aktorska – kuriozalny gatunek, który chyba tylko w Polsce istnieje (tak jak i ‘poezja śpiewana’) i - mówiąc ogólnikowo i delikatnie - nie cieszy się moją sympatią.

Bas gra rytmicznie i melodycznie, z nutą lekko funkową (wysoki czynnik foot-tapping), współbrzmi to zaskakująco dobrze z folkowymi liniami i od czasu do czasu jazzująca frazą wokalną, wszystko z przymrużeniem oka, bezpretensjonalnie i świeżo, raz skocznie, tanecznie, innym razem etnicznie, transowo. A piosenki opowiadają rożne historie z puentami: o tym jak Kasia ratuje Jasia przed Kostuchą, o Kacprze co wpada w kobiece sidła, o pchełkach, o Aniele Stróżu – piosenka, która rozpoczyna się jak modlitwa, a kończy skargą, że śpi (pijany), kiedy właśnie w nocy czuwać był powinien i przed lubym strzec. Zrymowane wszystko dowcipnie i wypełnione całą masą muzyczno-poetyckich smaczków, pełne tych naszych polskich, pięknie szeleszczących dźwięków („No wpuszczę Cię Kacprze”) i rytmicznych zabaw ze słowami (cykających, tykających).

Aspekt aktorski mnie rozprasza, ale nie sposób odmówić mu scenicznego wyrazu, wokal i ruch sceniczny raz pełen dziewczęcego wdzięku, raz zmysłowego seksapilu (okazuję się, że piosenka ludowa może być sexy). Zresztą, urok zespołu rozbrajający (uśmiech wokalistki i ciemne okulary kontrabasisty), całkowicie rekompensuje wszelkie ewentualne wpadki (gdzieniegdzie nie utrzymane tempo, co przekłada się choćby na problemy ze złapaniem oddechu w trakcie śpiewu i na nienajlepszą intonację na klarnecie). Te nieliczne potknięcia łatwo wytłumaczyć beztroską atmosferą, niepełnym składem czy pewnymi problemami z nagłośnieniem. Nie psują one bynajmniej ogólnego pozytywnego wrażenia. Stanowią jedynie sygnał, że ten zespół, młody stażem i składem, czeka jeszcze dużo pracy.

Najważniejsze, że dobre samopoczucie przenosi się z wykonawców na słuchaczy i pozostaje na sali, muzyka jest świeża i zaskakująca (rozrywkowy highlight wieczoru – wymiana jazzowych „czwórek” na kontrabas i beatbox). Jeśli szukać porównań, to kojarzy mi się z niektórymi albumami Ivy Bittovy (być może na wyrost), dostrzegam podobny poziom zespolenia gatunków - nie jest to jakaś tam ‘ujazzowiona’ wersja folku, tak jak często ‘ujazzawia’ się klasykę – dodając synkopkę na talerzu i szczotki na werblu.

A zamiast dywagować, najlepiej zajrzeć na stronę MySpace zespołu (.myspace.com/chlopcykontrabasia) i pojawić się na ich koncercie (następny będzie 12 lutego 2011 roku w Klubie Lokator w Krakowie, tym razem już w trio). Ja polecam – piosenka jest dobra na wszystko.


Bartek Adamczak

(autor zaprasza na angielskojęzyczny blog – jazzalchemist.blogspot.com oraz na audycję „jazzowy alchemik” na radiofrycz.pl w poniedziałki o 20.00)

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza