poniedziałek, 4 kwietnia 2011

Wyimprowizować Stockhausena - rozmowa z Johnem Butcherem

Jaką muzykę gra się po doktoracie z fizyki cząstek? Proszę posłuchać Johna Butchera, człowieka słusznie uważanego za jednego z największych współczesnych innowatorów saksofonu. Jak sam twierdzi, niezbędne w nauce umiejętności analityczne znajdują również zastosowanie w muzyce. Przydają się także w rozmowie o niej, co sprawia, że Butcher jest wyśmienitym, stawiającym niebanalne tezy rozmówcą. Dziś stroni od jazzu i właściwie wszelkie konwencjonalne techniki gry stosuje okazjonalnie, ale jego pierwsze fascynacje były dość tradycyjne.


Tomasz Gregorczyk, Janusz Jabłoński: Podobno w początkowym okresie kształtowania własnego języka twoją strategią było unikanie wpływu innych saksofonistów.

John Butcher: Miałem różne fazy. Na samym początku każdy stara się naśladować swoich mistrzów.

TG, JJ: Czyli, w twoim przypadku, kogo?

JB: Przed amerykańskim jazzem dobrze poznałem scenę brytyjską, więc naturalnie fascynowali mnie starsi, jak Ronnie Scott, i młodsi, jak John Surman, Mike Osborne czy Alan Skidmore. Myślę, że to w ogóle byli czterej pierwsi saksofoniści jazzowi, jakich usłyszałem, więc starałem się ich jakoś gonić.

TG, JJ: Kiedy zaczynałeś grać profesjonalnie na początku lat 80., brytyjska scena  free improv należała do najprężniej działających na świecie (co zresztą nie zmieniło się do dzisiaj). Znalazłeś się od razu pod jej wpływem?

JB: Oczywiście, ale nawet wcześniej zacząłem iść w podobnym kierunku, nie zdając sobie sprawy z istnienia tej sceny. Z przyjaciółmi próbowaliśmy np. wyimprowizować coś, co brzmiałoby bardziej jak utwór Stockhausena niż free jazz. odkrycie, że taka scena free improv istnieje, bardzo dodało mi odwagi.

TG, JJ: Wydaje nam się, że stosunkowo niedawno wytyczona została nowa droga słuchacza do swobodnej improwizacji. Osobiście przeszliśmy, jak się wydaje, konwencjonalną ścieżkę: jazz - free jazz - free improv, ale spotkaliśmy już wielu ludzi, którzy trafili na tę muzykę na przykład przez ekstremalne gatunki metalu, noise czy elektronikę.

JB: Wygląda na to że wasza ścieżka jest podobna do mojej i sam muszę przyznać, że wśród swoich młodych współpracowników często obserwuję wręcz awersję do jazzu. Co oczywiste, mają oni zupełnie inne podejście do muzyki niż ja.

TG, JJ: Czy brak odrobionej lekcji z jazzu wpływa twoim zdaniem negatywnie na rozumienie wolnej improwizacji?

JB: Nie, bo w obrębie tak zwanej wolnej improwizacji mogą współistnieć różne idiomy.

TG, JJ: Tak zwanej?

JB: No cóż, po tylu latach trudno nazwać ja zupełnie wolną.

TG, JJ: Sama stała się idiomem?

JB: Tak. Zauważcie, że to, co określamy mianem idiomu, jest w istocie podejściem wypracowanym przez garstkę wybitnych indywidualności. Wczesny brytyjski idiom free improv to wynik muzycznych refleksji kilku artystów. Ich własny styl stał się idiomem. W latach moich początków panowało jeszcze przekonanie, że kopiowanie stylu pionierów free improv jest bez sensu. Wtedy jeszcze styl był mocno przypisany do konkretnych osób.

To się zmieniło. W ubiegłym roku zostałem zaproszony do konserwatorium w Danii, żeby poprowadzić warsztaty improwizacji. Na miejscu przekonałem się, że studenci traktują osiągnięcia brytyjskich improwizatorów tak samo jak muzykę barokową. Techniki, które opanowali, bezpośrednio odwołują się do stylu dawnych mistrzów. Teraz czeka ich walka o uwolnienie się spod tych historycznych wpływów. Trochę zaczyna to przypominać pożałowania godną sytuację, w jakiej znalazła się edukacja jazzowa w Stanach Zjednoczonych, gdzie co roku mury uczelni opuszczają tysiące sprawnych warsztatowo muzyków. Opuszczają i trafiają w próżnię.

TG, JJ: Skoro wspomnieliśmy o indywidualnym stylu: w jazzie jego wypracowanie jest właściwie kluczowe.  W środowisku najbardziej radykalnych muzyków  akcentowanie stylu jest zaś postrzegane jako coś negatywnego. Czy można w ogóle uniknąć posiadania własnego stylu?

JB: Oczywiście, że w muzyce istnieją nurty postulujące wyzbycie się estetycznego ego. Gdyby wrócić pamięcią do działalności AMM w latach 60., trudno byłoby wyróżnić osoby o silnej stylistycznej osobowości, ale rezultatem działań tych muzyków był z kolei wyrazisty styl kolektywny, bardzo szczególny rodzaj muzyki.

Dzisiaj ekspresywny aspekt muzyki jako taki jest przedmiotem poważnej debaty zainspirowanej dokonaniami amerykańskich eksperymentatorów z lat 60., którzy próbowali wyeliminować osobistą ekspresję z własnych występów. Wydaje mi się, że jeśli chcesz dokonać zamachu na indywidualną ekspresję, improwizacja nie jest najlepszą bronią.

TG, JJ: Czy twoim zdaniem termin awangarda można twoim zdaniem odnieść do jakichś aktualnych zjawisk?

JB: Nie, dla mnie ma on tylko historyczne znaczenie. Mówimy o awangardowych ruchach z międzywojnia czy lat 50., ale nie mam pojęcia co dziś mogłoby być awangardą.

TG, JJ: Dzisiaj używa się takich określeń jak muzyka free, swobodna improwizacja, muzyka kreatywna czy innowacyjna. Mamy wątpliwości zwłaszcza wobec pojęcia „innowacyjność”. Co dzisiaj jest nowatorskie?

JB: Chyba wszystko zależy od kontekstu. Osobę aktywną na scenie od kilkudziesięciu lat bardzo trudno jest czymś zaskoczyć, sprawić, że powie: „o, to coś zupełnie nowego”. Kiedy dobrze znasz kontekst, słyszysz powiązania i wiesz na przykład, że jest to próba ponownego zmierzenia się z jakimś problemem prowadząca do nieznacznego przesunięcia granic. Z drugiej strony, dajmy na to, podczas moich kilku tras po Polsce grałem w klubach jazzowych dla publiczności o mniej lub bardziej jazzowym sposobie myślenia. Moje koncerty z punktu widzenia londyńskiej sceny w ogóle nie były nowatorskie, ale dla polskiej publiczności stanowiły nie lada niespodziankę.

TG, JJ: Użyłeś określenia „jazzowa mentalność”. Co masz na myśli?

JB: Ta odpowiedź będzie na antenie?

TG, JJ: Będzie.

JB: Cóż… Składają się na to różne elementy, niektóre bardzo proste, np. przypisywanie poszczególnym instrumentom dosyć ściśle określonych ról: saksofon jest instrumentem solowym, a instrument solowy opowiada historię [z przekąsem]. Głębszą warstwą jest oczekiwanie, że ze sceny popłyną melodie i rytmy o pewnym charakterze. Oczywiście pojęcie jazzu jest dziś bardzo szerokie, ale nie zmienia to faktu, że jazzowy słuchacz i tak wysłyszy pewne nietypowe, niejazzowe właśnie, elementy języka ekspresji, które wprawią go w konfuzję.
Wydaje mi się, że z młodą publicznością nie ma tego kłopotu.

Rozmawiali: Tomasz Gregorczyk i Janusz Jabłoński

Całego wywiadu z Johnem Butcherem można będzie posłuchać w dwóch kolejnych wydaniach audycji „Rozmowy improwizowane” na antenie Programu 2 Polskiego Radia: 8 i 15 kwietnia o 23:15.
Częstotliwości nadawania radiowej Dwójki można znaleźć Tutaj
Słuchać można także za pośrednictwem Internetu

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza