czwartek, 21 kwietnia 2011

Dave Rempis Percussion Quartet „Montreal Parade”, 482 Music, 2011


Dave Rempis (alto / tenor / baritone saxes)
Tim Daisy (drums)
Ingebrigt Haker Flaten (bass)
Frank Rosaly (drums)

Wytwórnia: 482 Music
Rok wydania: 2011





W ciągu ostatnich kilku tygodni z Davem Rempisem „spotkałem się” aż trzykrotnie. Pierwsze zetknięcie miało miejsce podczas niedawnego koncertu w OPT we Wrocławiu (w duecie z Frankiem Rosaly na perkusji – krótką, acz mocno krytyczną recenzję z tego koncertu możecie Państwo przeczytać poniżej) i dość mocno mnie rozczarowało – mówiąc krótko: za mało muzyki przy dość osobliwym nadmiarze kuglarstwa…
Drugie to „Cyrillic”, płyta tegoż duetu zrealizowana w 2009 roku przez wytwórnię 482 Music - poznałem ją dopiero teraz i, cóż, bez porywu (definicja pojęcia porywu brzmi: Coltrane/Ali, Hemingway/Butcher, Butcher/Nilssen-Love, McPhee/Nilssen-Love etc., etc.)…
„Do trzech razy sztuka” – powiada porzekadełko i porzekadełko nie kłamie. Trzecie spotkanie uważam za najciekawsze, a jest nim prezentowana tutaj płyta „Montreal Parade”. Na krążek składają się dwa utwory solidnie rozbudowane: dwadzieścia i czterdzieści dwie minuty. Obydwa tworzą jednorodną pod względem koncepcji całość muzyczną i w zasadzie mogłoby między nimi nie być przerwy. Dwie perkusje, bez silenia się na indywidualne popisy , tworzą gęstą, zróżnicowaną strukturę rytmiczną, co w połączeniu z masywnością kontrabasu Flatena daje świetny, pulsujący, momentami rozpędzony, momentami wyciszony, uspokojony trans. Rempis - jak zwykle sprawny technicznie i mocno osadzony w tradycji jazzowej lat ’50 i ’60 – momentami gra z werwą, agresywnie i wtedy muzyka mknie wartkim nurtem, ale są i takie momenty, w których muzyk wyraźnie ochładza napięcie, wtedy mamy do czynienia z próbą zbudowania subtelniejszej atmosfery oraz ze wzbogaceniem palety dźwiękowych barw.
W pewnym sensie można powiedzieć, że mamy tu do czynienia z duetem: solista ( Rempis ) kontra sekcja ( Haker Flaten/Daisy/Rosaly ) - mnie się bardziej podoba jedność w trzech osobach…

Andrzej Podgórski

1 komentarz:

  1. Jeden z najlepszych albumów jakie słuchałem w tym roku...

    OdpowiedzUsuń